Zawsze twierdziłem, że w Warszawie trudno jest żyć - tutaj jakoś mój “patriotyzm lokalny” nigdy nie był przesadnie ogromny, jednak zawsze zimą, kiedy ulice Bielan i Żoliborza, po jesiennej szarudze pokrywał śnieg, zawsze robiło sie czyściej, nawet nie z powodu pałętających się po trawnikach śmieci, ale braku obrazu trawy, która teraz wygląda wszędzie jak gnijący dywan. Zawsze kiedy spadał śnieg, nawet noce stawały się jaśniejsze, a długie zimowe wieczory znośniejsze. Tylko jedną noc i jeden dzień śnieg leżał, a mamy już drugą połowę stycznia - i podły nastrój temu jedynie przypiszę, aby nie szukać innych, na których bym mógł ewentualnie obciążyć podłym nastrojem i wisielczym humorem.